Lektura do pociągu z pozytywnym ładunkiem energii

Smakuj zycie front small (2)Nie, nie, to nie znaczy, że tą książkę można czytać tylko w pociągu, ale ja tak zrobiłem. Bo pociąg to świetne miejsce na nadrabianie zaległości w lekturze. Na trasie Poznań Leszno i z powrotem łyknąłem tę książkę i byłem zadowolony. No, bo nie jest łatwo dobrać odpowiednią lekturę na podróż. Nie może być nudna, nie może także poruszać głębi stanu duchowego autora. Książka mamy i syna Marioli Bojarskiej-Ferenc i Aleksandra Ferenc, jest o życiu, ale napisana z pełną pasją, uśmiechem przebijającym ze zdjęć. Taki pozytywny zastrzyk energii, takie kulinarne czytadło. „Smakuj życie. Gotowanie nasz pasja. Przepisy kuchni włoskiej” przygotowało wydawnictwo Edipresse. Książki.

Nie wiem, czy też tak macie, ale ja do książek kulinarnych pisanych przez ludzi z pierwszych stron gazet podchodzę z dużym dystansem. Zawsze, gdzieś tam w tle włącza mi się podkład muzyczny z Jerzego Stuhra o tym, że każdy śpiewać może, a potem jeszcze łaciński zdanie wypowiedziane przez Cycerona-O tempora, o mores! Czyli O czasy, o obyczaje. I nie zagłębiając się w sens mowy Cycerona przeciw Katylinie, chodzi mi, że takie czasy nastały. Moda na kuchnię, więc trzeba się wpisać w pewien schemat.

Będąc na starcie z takim obciążeniem zacząłem czytać co część rodziny Ferenców chce mi powiedzieć. Już po pierwszych kartach książki polubiłem tę parę i dałem się zabrać na wycieczkę, prowadzony za rękę bez oporu, tak jak pociągowi Dobrawa, na którego bieg i 5-minutowe spóźnienie nie miałem żadnego wpływu.

O czym jest ta książka i do jakiej szuflady ją włożyć? Nie wiem, no bo to takie trochę otwarcie drzwi i wpuszczenie do domu Państwa Ferenców, to również książka o edukacji kulinarnej i wychowaniu dzieci, to przewodnik po Mediolanie, ale i taki mały leksykon produktów włoskich dla ludzi, którzy wyrośli ze schabowego, albo z teraz modnych ciapaj i nie wiedzą co to oliwa extra vergin, albo pomidory pelati. To także opowieść o zdrowiu, o zachowaniu kondycji, o tym, że pewien model Forda jest wygodny i bezpieczny, to także książka o przyjaciołach, przy czym przechodzi ona płynie z narracji matki, na opowieść syna. To także kilka ćwiczeń by nie odkładało się to, co może dać kuchnia włoska. Przepisy nie zaskakują, są bardzo klasyczne z tłumaczeniem na domowe warunki.

Czyli takie czytadło, tak, ale… Z każdego zdjęcia autorów bije uśmiech, dostajesz zatem pozytywny ładunek energii, kiedy nawet za oknem jest pogoda nastrajająca, by spożyć meduzę i lornetę. Mnie jeszcze zachwyciły sentencje życiowe Mamy Marioli. Bo, to samo pokolenie, te same wartości i jak tu się nie zgodzić ze stwierdzeniami „Chciałam, aby moje dzieci też były otwarte na smaki świata” czy „Trzeba umieć się zachować w każdej sytuacji i w pałacu i na „śmietniku” albo „Wielu Polakom z kręgów biznesu czy polityki brakuje obycia, w wyniku czego narażają się na żarty”. Poza tym ucieszyło mnie, że kobieta zajmująca się zdrowym trybem życia, nie mówi, nic o laktozie, a o glutenie pisze, że nie wyobraża sobie smaku bezglutenowego makaronu. To znaczy wyobraża sobie, bo wszystkiego próbuje, jak stwierdziła, może najwyżej jej nie smakować (jak makaron bezglutenowy), ale zaraz dalej dodaje, żeby kubki smakowe dobrze poznały jakiś smak, trzeba je przyzwyczajać nawet 20 i więcej razy. Nie grozi palcem, nie moralizuje, mówi natomiast jak się nawodnić czy jak zrzucić kilka zbędnych kalorii zamieszczając zestaw ćwiczeń. No bo przecież trzeba SMAKOWAĆ ŻYCIE!

A za pointe tej recenzji niech posłuży bardzo mądre zdanie „włoska kuchnia do niskokalorycznych nie należy, dlatego do opowieści o jedzeniu i przepisów na smakowite dania dołączamy trening” i jeszcze jedno „nie znajdziecie w tej książce przepisów na desery. Po pierwsze dlatego, że dbamy o linię, po drugie, że najlepszym włoskim deserem są według nas lody, a tak pysznych, jak włoskie nie przyrządzimy w domu, więc odpuszczamy i odsyłamy Was do lodziarni.

Ps. O tempora, o mores! Czasy są takie, że bez sponsorów trudno coś np. wydać. Kilka razy zwracałem w swoich recenzjach uwagę na „bezczelne” wciskanie reklamy umieszczonej np. w przepisach, gdzie produkty sygnowane są określoną marką sponsora. Tu są reklamy i pojawiają się w tekście i na zdjęciach, ale… nie są nachalne i tak skomponowane, że nie drażnią, a nawet dają się czytać, jak np. rozdział o ziołach.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *