A to Polska kulinarna właśnie, czyli stare przepisy są cenne jak złoto

polskaPolska. Nasz kuchnia w nowej odsłonie Zuzy Zak to pozycja przygotowana przez Wydawnictwo Egmont. Urzeka pięknem już po wzięciu jej do ręki. Tłoczone i lakierowane elementy ikonograficzne stylizowane na ludowe hafty robią olbrzymie wrażenie. Świadczą zarówno o polskości, jak i elegancji i pieczołowitości edytorskiej. Spodobał mi się również tytuł książki POLSKA, który skomponowany z opaską tworzy biało-czerwoną flagę i nowy tytuł POLSKA KUCHNIA. Zresztą słowo Polska oraz fraza polska kuchnia opanowują strony książki w obfitości wielkiej. Natrętnej? Nie. Dlaczego? To trzeba sięgnąć po tę niezwykłą pozycję Wydawnictwa Egmont.

Pierwsze wrażenie, bardzo pozytywne, więcej niż pozytywne. Dalej jest jeszcze lepiej -spis treści na kolażu z archiwalnych zdjęć sięgających czasów PRL-u i dedykacja, w której autorka dziękuje swoim babciom za dwie pasje – do jedzenia i pisania.

Sięgam po wstęp i już wiem, że połknę tę książkę w mig. Czy wiecie, że ta książka powstała najpierw w języku angielskim? Autorka chciała odczarować Polskę w oczach Anglików wśród których zamieszkuje, że Polska to nie kraj zaściankowy, pokomunistyczny, tylko pełen piękna, emocji i poszanowania tradycji.

Polska wersja jest zatem drugą książką. Drugą, bo jak napisała Zuzanna Zak pierwsza powstała jako wizja Angielki dla Anglików, a druga oczami Polski dla polskich czytelników. Czyż zatem takiej rekomendacji można się oprzeć.

Autorka wyjechała z Polski mając 8 lat, wróciła pierwszy raz, gdy miała 15 lat i nie była to już ojczyzna, którą pozostawiła wyjeżdżając. Polska poszukała nowej drogi, a autorka błądziła za tym, co pozostawiła i przyglądała się temu, co zmieniało się i tworzyło w naszym kraju.

Książka przepojona jest wspomnieniami, jak pisze autorka często okraszonymi łzami i wspomnieniami. To wszystko prowadzi ją do realizacji celu, którym jest pokazanie czytelnikom polskiej kuchni z różnych stron „Pisałam tę książkę, jak list miłosny do kraju mojego dzieciństwa, z wielkim uczuciem i sentymentem” – wyznaje autorka.

Dla obcokrajowców czytających tę książkę w pierwszej wersji najważniejsza, co uchwycili, to sezonowość naszej kuchni. Polacy zaś często mówią, że bardzo dawno czegoś nie jedli, albo sami nigdy nie robili, albo nie umieją. No, właśnie wraz z koleżanką organizatora warsztatów kulinarnych udało nam się raz namówić na polską kuchnię. Zgodził się, ale niechętnie. Odzew był piorunujący. Sprzedane na pniu. Motywacja uczestników, głównie Pań – umiem dania libańskie, włoskie, hinduskie, a mąż mnie pyta, czy bym zrazów nie zrobiła, a mnie jest wstyd, bo nie umiem. Mimo sukcesu warsztaty wciąż się odbywają, uczestnicy uczą się kuchni z całego świata, ale nie polskiej. Wracając do stwierdzenia Pani Zuzy o kuchni zapomnianej pisze ona dalej „Jak łatwo można to zatracić i zapomnieć, gdy jest się zbyt otwartym i ciekawym innych kultur i jedzenia z innych stron świata”. i dalej „Kiszonki tak modne teraz na Zachodzie (a ja dodam w Polsce JP.), dla nas były czymś zwyczajnym”. Autorka zauważa też, że warto eksperymentować nie tylko z potrawami z innych krajów, lecz także z własną kuchnią, bo tylko tak można natchnąć ją nową energią. I to, co najważniejsze: „Nie uważam się za eksperta z dziedziny kuchni polskiej – raczej za jej wielbicielkę – ale, możliwe, że patrzę na nią z innej strony i to daje mi pewną swobodę, bo nie boję się modyfikować przepisów i tradycji”. Zuza Zak jednak w swojej modyfikacji zachowuje granice, by nowe dania nie były tylko z nazwy polskie, ale aby miały wciąż polskie nuty smakowe i trzymały się tradycji. Bo wynika to chyba z tego, gdzie żyje i z nostalgi, o czym świadczy cytat z Pana Tadeusza lekko zmieniony, zamieszczony na początku książki: „Ojczyzno, ty jesteś jak zdrowie, ile Cię trzeba cenić, ten tylko się dowie, kto Cię stracił”. To jednak nie tak, że autorka mocno broni granic. Miejsce, gdzie mieszka zmusza ją bowiem do poszukiwania innych produktów np. twaróg zastępuje ricottą. |No, bo jak żyć np. bez leniwych… które przypominają dzieciństwo i dom rodzinny bez względu na miejsce, w którym się żyje.

A co do przepisów to zbiór tradycyjnych receptur, które mogą zainteresować czytelników nie tylko w Polsce. Są łatwe do przygotowania. Każdy opatrzony jest historią, co jeszcze bardziej do niej zachęca. Wspaniałe są też wstępy do rozdziałów. Bo to książka do gotowania i czytania.

Cieszę się, że ta książka ujrzała światło dzienne, że nie jest to kolejna pozycja o strączkach, ziarnach, sokach, dietach i detoksach, tylko książka o tym, co musimy pielęgnować, czego nie możemy się wstydzić. To książka dla wszystkich i dla Ciebie szefie kuchni też, wiele się z niej nauczysz. Jeśli szukacie mądrego prezentu na nadchodzące święta to macie go na wyciągnięcie ręki. Książka Zuzy Zak powinna stać w każdym polskim domu w kuchni, bo jest niezbędna i mądra swoimi emocjami.

Pamiętacie ten cytat: „Tradycja to dąb, który tysiąc lat rósł w górę. Niech nikt kiełka małego z dębem nie przymierza. Tradycja naszych dziejów jest warownym murem. To jest właśnie kolęda, świąteczna wieczerza, to jest ludów śpiewanie, to jest ojców mowa”. TO JEST NASZA HISTORIA, KTÓREJ SIĘ NIE ZMIENI!. Tak to pointa „Misia” Stanisława Barei. Tak jest ta książka.

„Czuję, że mogłabym z czasem podjąć się napisania kolejnej takiej książki, bo kuchnia polska wciąż mnie zaskakuje i inspiruje”. Tak Pani Zuzo PROSZĘ PISAĆ!

Ps. Autorka ma jeszcze jedną zaletę-ma dobre pióro, czego niestety nie można powiedzieć o wielu obecnie wydawanych książkach, a szczególnie przez blogerów.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *