Toskania i Wielkopolska na kolacji

Kolacja Szefów Kuchni w Piano Bar w Starym Browarze, można powiedzieć, że to pewna już tradycja. Pierwsza odbyła się wiosną, a druga teraz w ostatni piątek września. Ci Szefowie Kuchni to nierozerwalny duet – Krystian Szopka i Wojciech Świątek. Dzisiaj pisząc o kolacji zajmę się głównie public relations. Zdziwienie? Przecież prowadzę firmę PR-ową de’GUSTATOR.

pino7m

Pewnie zastanawiacie się, że kulinarnie musiało być tak sobie, że szukam tematu gdzie indziej. Otóż nie. Na Krystiana i Wojtka zawsze można liczyć, a tym bardziej, teraz kiedy nie tłamsi ich hotelowo-korporacyjny lokal i mogą rozwinąć skrzydła. Dlaczego zatem PR? Bo to dla mnie dwie kolacje i dwie spójne komunikacyjnie w ramach poszczególnych eventów, ale i całościowo. Próbuję sobie uzmysłowić podobne wyzwania. Nie wiele ich było w skali kraju np. kolacje Ewy Maliki Szyc-Juchnowicz, czy Transatlantyk, ale to przedsięwzięcie kulturalno-kulinarne. Twórcy Kolacji Szefów Kuchni w Piano wymyślili jeden sznyt, który może swoją spójnością urzekać PR-owca.

Tematem przewodnim pierwszego spotkania był Ojciec Chrzestny i mocne wejście do nowego lokalu, nowych duch, nowi szefowie, nowi cappo di tutti cappi. Stąd plakaty, zaproszenia, menu z szefami kuchni przebranymi w garnitury i kapelusze z czasów prohibicji i słynne biało czarne buty. Zresztą takie obuwie to wyznacznik kelnerów tego miejsca od zawsze. Pierwsza kolacja ubogacona została świetnymi montażami rozmów szefów kuchni i teamu kuchennego podłożonymi pod obrazki z klasyka filmowego gatunku.

piano2m

Druga kolacja i znowu motyw przewodni, i ponownie Krystian oraz Wojtek w mafijnych ciuchach na wszelkich nośnikach komunikacji, które wyglądały w swojej formie bliźniaczo, jak te z marca. Ustalono temat przewodni, co pozwoliło nie tylko kucharzom, ale i gościom skupić się na jednym temacie Wielkopolska z nutą Toskanii i Toskania z nutą Wielkopolską, no i do tego toskański wystrój sali i wina, świetne trunki z piwniczki Wine Bureau. To tak prosty pomysł, z którego nikt jakoś nie chce korzystać. Co zatem najważniejsze szefowie kuchni w tym projekcie są gwiazdami, ale te gwiazdy świecą, by promować miejsce, w którym pracują na co dzień. Czy to się sprawdza? Tak, po piątkowej kolacji na profilach social mediów moich znajomych pojawiały się określenia kolacja szefów kuchni, Toskania w centrum miasta, toskańska kolacja itp.

Piszę to w kontekście Poznańskich Kucharzy Razem. Każda edycja to inna bajka, nie wszystkie miały przewodni temat, środki komunikacji różne, nawet „umundurowanie” albo z jednej bajki, albo takie kto ma, jeśli nie znajduje się sponsor. Tak od razu odpieram atak, że to ludzie z różnych części nie tylko Polski, różne restauracje itp. Ale to tym bardziej ta spójność przekazu jest niezwykle istotna.

Brawa zatem dla Piano Bar za konsekwencję, wierzę, że następne kolacje będą następnymi epizodami tego samego wydarzenia. Kolacja Szefów Kuchni vol. 25 nie będzie czymś z czego wszyscy będą zrywać boki jak z Rambo vol. 6 tylko będą czekać na 26 część.

piano3m

A lekko z przymrużeniem oka powiem, że Piano Bar zadbał do perfekcji o toskański klimat zapewniając wysoki poziom głośności w sali podczas kolacji. Goście rozmawiali tak głośno, jak we włoskim ristorante w porze największej tabaki. Ucierpiał na tym wirtuoz akordeonu Tomasz Drabina.

piano5m

piano6m

piano4m

 

Jeśli zaś chodzi o jedzenie, no cóż… Krystianie i Wojtku często zastanawiam się, dlaczego brakuje Was na dużych eventach, wspólnych gotowaniach, bo to, co robicie bardzo cenię i Wasi goście też. Ale jak sobie tak myślę, to niech tak zostanie, dlatego pamiętam jeszcze z Sheratonu kaczą kolację do wina Roberta Makłowicza, czy stekowe szaleństwa z rostbefem z fiorentiny. A co tu mi zapadnie na długo w pamięci? Myślę, że albo ja nie byłem w formie, albo byłem nie odpowiednio nastrojony… ale wszystko. Taki żart! Chociaż na pierwszym miejscu nie umieściłbym risotto z sokiem z buraka i labraksem, a jednak tak pospolicie-pierogi ruskie w formie ravioli z dodatkiem skwarek z lardo oraz chipsa z tej boskiej słoniny i to wszystko polane palonym masłem. Będę w swoich słowach prosty jak chłop… smakowało za malizną. Pochylę czoło nad ribolitą, bo była ciekawostką. Po pierwsze na degustacjach nie podaje się z reguły zup, a po drugie nie była tak gęsta, jak jej toskański wzorzec. Ośmiornica miękka i prosta w swojej formie. Sarna z pietruszką nie tak porywająca, jak jeleń z pierwszej kolacji, ale mnie bardzo przypadły do gustu 2 wcielenia sarny i 3, a nawet 4 pietruszki. No i deser. Słodkie pampry trochę mogły być niezadowolone, bo brakowało głębokiej słodkości, ale połączenia panna cotty z wędzonej śmietany (nie z tej obrosłej legendami od Marka Grądzkiego) z solonymi migdałami było miodem na moje podniebienie, który nie zawsze lubi kończyć tradycyjnymi deserami degustacje pełne innych smaków. Jarzębiak z kolekcji Dworu Sieraków dobrze zrobił na ukojenie zapracowanego tego wieczora żołądka.

Z samego serca poznańskiej Toskanii – Smaczny Turysta.

Got. Jakub Pindych (dziękuję)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *