Na Maltę na schabowego

Bez biletów lotniczych, odpraw, no i na polskiego schabowego na Maltę. Tak może być tylko w Poznaniu. Zresztą u nas Malta kojarzy nam się bardziej z jeziorem niż wyspą na Morzu Śródziemnym. Kiedy kilka lat temu wybieraliśmy się z Elą na wakacje na Maltę, znajomi ze zdziwieniem zapytali: – Na pole campingowe nad Maltą jedziecie, zawsze za granice lecieliście na wakacje. Kiedy zbrodniarza na Malcie, wszyscy mówili, że to u nas nad jeziorem. Trochę zagmatwałem… Na schabowego wybrałem się nad Maltę tę poznańską do Restauracji Maltanka.

Lokal ten to klimatyczne miejsce będące jednocześnie stacją kolejki Maltanka. W ostatnich latach nieco przygasł, delikatnie mówiąc. Od pewnego czasu ma nowych właścicieli. Postanowiłem się tam wybrać za namową Anety mojej „winnej” przyjaciółki. I to był dobry wybór, bo spotkałem tam ludzi z pasją i znajomego młodego kucharza z zamkniętej niedawno Restauracja Firlejka. Paweł wraz z partnerem właścicielki i Waldemarem Sieminiakiem z Hell’s Kitchen próbują ogarnąć temat gotowania. Nie powiem, że jest idealnie, ale na pewno jest smacznie, dobrze, uczciwie z dużym potencjałem. Każdy dzień pracuje na korzyść tego miejsca, Paweł nieśmiały i lekko zagubiony nabierać będzie doświadczenia i pewności. Zjadłem pierogi z kaszanką, naleśniki z kurczakiem i warzywami oraz schaboszczaka. Muszę powiedzieć, że nie wiedziałem, że w Pawle drzemią takie możliwości. Słyszałem, że sprawnie obiera ziemniaki, a tu radzi sobie nie tylko z tą czynnością.

malta

Zacząłem od pierogów. W karcie są ruskie i z mięsem oraz z kaszanką. Wiecie pewnie, że wybrałem te ostatnie. Pod nos trafił talerz z ośmioma pierogami i solidną porcją uprażonej po domowemu cebuli. Zapach był tak zniewalający, że nie przyglądając się dekoracji zacząłem degustację. I nie zwróciłbym na niego uwagi, gdyby nie pewien czytelnik mojego profilu na FB. Z oburzeniem zwrócił uwagę na listki fioletowej bazylii. Oburzyło go, że taka dekoracja do pierogów z kaszanki to śmiech. Mnie to nie razi, tu w Maltance. Fakt, gdyby np. dodać otarty świeży majeranek byłoby miodzio. Ale gdyby to było w restauracji markowej, pewnie uznałbym za błąd. Dla mnie w takich miejscach umiejętności kucharza weryfikuje talerz, a nie dekoracja. A tu cieniutkie ciasto do pierogów, elastyczne na tyle, że widać co pod nim jest skryte. Nie zmieniło swojej struktury nawet jak zupełnie ostygło. Specjalnie zostawiłem sobie na boku dwa pierogi, żeby to sprawdzić. Farsz z kaszanki niecieknący tłuszczem, a niestety to się często zdarza. Dobrze doprawiony. Całość na piątkę. Jeśli miałbym się przyczepiać to do pomidorków. Gdyby nie podawać ich surowych, lecz lekko przeciągniętych na masełku to straciłyby swoją kwasowość, której w dniu raczej nie potrzeba, ale i tak danie mocno kaloryczne, podbilibyśmy masłem. A może całość posypana drobno pokrojonym ogórkiem małosolnym?

malta1

Drugą rzecz, którą postanowiłem wypróbować to naleśniki z kurczakiem i warzywami. Tu trochę się rozjechało. Zabrakło mi sosu, zbyt dużo warzyw. Okazało się, że zwykle w tym daniu naleśniki są przesmarowane sosem czosnkowym, a Paweł zaeksperymentował z winegretem i jak dla mnie to lepszy kierunek, chociaż wiem, że gość Maltanki bardziej doceni sos czosnkowy. Jeśli winegret to wyraźniejszy i odrobinę więcej. Znakomicie zrobiony kurczak, dobrze przyprawiony i soczysty. Jedna uwaga, kurczaka trzeba smażyć w tym samym czasie co naleśniki, bo jest zbyt wyczuwalna różnica temperatur.

malta2

Na koniec prawdziwa uczta, czyli schaboszczak. Porcja jak dla prawdziwego faceta, ale nie o wielkość jej chodzi, ale o smak, jak z domu, nie restauracji. Kapusta bomba, ale schabowy to mistrzostwo. Kotlet jest z kostką, a co się zwykle dzieje przy kostce? Wszyscy wiemy i dlatego w restauracjach idzie się na skróty smażąc schaboszczaka bez kostki lub podciąga się go w piecu. Paweł zrobił go w całości na patelni. I był idealnie wysmażony przy kostce, miał chrupiącą panierkę, a schab był kruchy. Wszystko na ten temat. Całość zamyka się w 23 złotych. I to są dobrze wydane, a nawet bardzo dobrze wydane 23 złote na jedzenie. Dla tego schabowego, ale nie tylko warto tu przyjechać. Aneta zachwalała mi mocno śledzika w śmietanie…

Maltanka to dobre miejsce na rodzinny obiad. Tam karmią smacznie i za dobre pieniądze. A jeszcze jak się zje w ogródku z widokiem na Maltę, to będzie się chciało tu wrócić. Lokal zapiął nową lokomotywę i mam nadzieję, że z mozołem, ale nie ciężko i ospale jak w wierszu Tuwima, ale z coraz większym luzem pojedzie do przodu, by znowu mówiło się dobrze o tym miejscu, jak wtedy gdy pierwszy raz przed wielu, wielu laty trafiłem tu by napisać mój felieton w Gazecie Poznańskiej pod nazwą Zamieszan(i)e w garze.

Ps. Serwis potrzebuje szkolenia i to pilnie…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *