Mozzarella bar pomysł na…

Dobra i Wino funkcjonujący stosunkowo niedawno lokal w Poznaniu w otulinie Starego Miasta to dobre miejsce na każdą formę posiłku od śniadania do kolacji i tej lekko zobowiązującej, jak i tej niezobowiązującej. Oprócz dobrego jedzenia kuszą tu też ciekawe wina, a jedzenie ma być dopełnieniem wina, ale także to wino dopełnia jedzenie. Jest tam jednak jeszcze jedna cenna propozycja w karcie, która przez klientów jest niedostrzegana. Zauważyły ją inne miejsca i próbują coś z tą wiedzą zrobić. Chodzi o mozzarellę…

mozzarella

Kiedy tam byłem pierwszy raz i rzuciłem okiem na pierwszą stronę menu, od razu powiedziałem, tak to jest genialny pomysł, na znalezienie czegoś, co może dane miejsce wykreować lub sprawić by było o nim w gronie smakoszy głośno. Dobra i Wino serwuje mozzarellę z tą najlepszą di bufala na czele. Gość otrzymuje kulkę sera z dodatkami, jakie chce sobie wybrać samodzielnie komponując swój zestaw. Taki, który zagra mu w sercu w rytmie włoskiej muzyki. Jeśli zaś ma problemy z wyborem lub nie wie, co mu sprawi przyjemność, może wybrać jedną z trzech kompozycji.

Byłem tym szczęśliwcem, który niczego nie musiał wybierać, bo dostałem pod nos ser i prawie cały komplet dodatków. Poczułem się więc jak artysta malarz, który stanął przed zagruntowanym płótnem z paletą kolorów i głową przepełnioną pomysłami, ale nie do końca uporządkowanymi. Co więcej, nie bardzo wiedziałem jakie barwy z palety mam położyć na biel mozzarelli. Zacząłem więc od spróbowania samego sera. I już zrobiło mi się dobrze, przebiegła mi nawet myśl przez głowę zjem ser, bo jest godny sam, a dodatki ewentualnie spróbuję, ale pomyślałem, że warto sprawdzić połączenia, jakie mi zaproponowano.
Pesto bazyliowe – klasyka, nad którą nie ma się co rozwodzić, bo to tak oczywiste, że 2+2 zawsze będzie 4.
Sos balsamico – własnej roboty redukowany z miodem. Też klasyka, ale jaka smaczna.
Pieczona papryka z oliwą – chyba najlepszy dla mnie dodatek, bo ja lubię smak pieczonej papryki i jej słodkawy smak połączony z oliwą.
Tuńczyk w oliwie z cytrynową cebulą – ciekawe, chociaż ja jestem z tych, którzy unikają połączenia ryby z cytryną. To trauma z pewnego wydarzenia. Tu jednak było na tyle subtelnie skomponowane, że zjadłem do końca. Fajnie też smakowała mozzarella z tuńczykiem z kropelką sosu balsamico.
Pomidorki koktajlowe – to nic innego jak capresse i najbardziej z oczywistych dodatków do bufalo, świetnie komponujące się jeszcze z pesto bazyliowym.
Szynka parmeńska – była wisienką na mozzarelowym torcie.

Wspaniała zabawa przy jedzeniu, wolność wyboru nieskrępowaną niczym, tylko własnymi ograniczeniami smakowymi. Jestem na tak i to już po raz drugi. Polecam, a jak poprosicie jeszcze kieliszek wina, to macie „boski” posiłek. Całość uzupełnia jeszcze pieczywo własnej produkcji z czarnuszką podawane w postaci postów.

Mimo wielu smacznych kompozycji, o których napiszę w następnym materiale, jestem pewien, że odwiedzając Dobra i Wina nie odpuszczę mozzarellowego baru. To wspaniały pomysł i myślę, że na tyle oryginalny, że powinien pozostać w swoim mateczniku.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *