Gotowałam jak… Michał Kuter

Dzisiaj zapraszam na tekst mojej Eli, która przetestowała magiczne pudełeczko firmy Ojama.

Nie jestem kulinarnym tuzem. Kuchnia jest dla mnie miejscem przygotowania posiłków i… tyle. Nie jestem też łamagą, bo jeżeli chodzi o pieczenie mam całkiem niezłe osiągnięcia. Ale w codziennym gotowaniu brak mi kreatywności. Opanowanych kilkanaście dań i już.

I nagle fajna zabawa. Niewielki kartonik ze śmieszną instrukcją. Otwierasz, 20 minut i masz niespotykany obiad. A jeszcze jak wiesz, że to danie tak samo wcześniej przygotowywał i opracował mistrz Michał Kuter, szef kuch i Restauracji A nóż widelec – no to już jest naprawdę coś.

Ojami na razie jeszcze niewiele ludziom mówi, ale dla mnie jest to ratunek, świetny smak oszczędność czasu i naprawdę świetne gotowanie.

Przygotowywałam tagliatelle z warzywami i łososiem. Trochę bałam się, że w pudełku znajdą nieco podwiędniętych warzywek i do tego nie najlepszej klasy łososia. Takie bardziej odpady. I to było moje pierwsze zaskoczenie, bo cokolwiek brałam do ręki było świeżutkie, pachnące, smakujące tym, co powinno. No to pierwszy plus.

Potem pomyślałam sobie, że fajna ta instrukcja, bo przy jej czytaniu miałam okazję się pośmiać (musicie sprawdzić sami), ale pewnie i tak nic się nie zgadza, jak to często w przepisach bywa. Jest dokładnie określony czas i… trzeba się tego trzymać, bo nie uwierzycie, ale wszystko się zgadza. Z minutnikiem w ręku i wychodzi dokładnie tak jak powinno. Nie ma bałaganu w kuchni. Dwa garnki i pokrywka. No bajka po prostu.

W pewnym momencie pomyślałam sobie – no mam was: cytryna, którą trzeba wycisnąć w zamkniętym woreczku i potem odciąć narożnik i wylać sok bez pestek. Niemożliwe. Cytryna będzie twarda i na bank nie sparzona czyli będzie smakowało chemią. Już nieomal ucieszyłam się że będą miała się czego przyczepić (no lubię, nic na to nie poradzę w końcu my Polacy, nieważne jakie sortu, tak już mamy). Ech, nic z tego. Cytryna mięciutka, dała się bez problemu wycisnąć do cna do woreczka. No może choć chemia będzie, ale też nic z tego.

Powiem tak. Ojami od teraz jest dla mnie takim skrzacikiem pomocnikiem w kuchni. Polubiłam to magiczne pudełeczko, w którym jest wszystko świeże. Przepisy stworzone przez mistrzów kuchni, sprawdzają się, co do sekundy. Obiad starcza tak naprawdę dla dwóch dorosłych osób i pewnie jeszcze dziecko, by się najadło. Nie ma żądnych odpadów poza surowcami wtórnymi papierem i folią.

Dla mnie same plusy. No dobra może jeden mały minus: ta fajna zabawa kończy się po 20 minutach i nie ma już potem miejsca w brzuszkach na kolejne gotowanie tego dnia.

Elżbieta Podolska

Ps. Ja tylko w kwestii smaku. Świetne danie. Więcej niż domowa kuchnia, czuć rękę mistrza. Ja jestem za. Czekam na ten produkt by był bardziej dostępny. Dla mnie osoby szanującej surowiec, lubiącej smacznie zjeść to mega dobre rozwiązanie. Ojami ma u mnie plus.  jp

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *