Degustacja jak… w domu lalek

Jak spędzić miło czas w miejscu, które dla mnie wydawało się być jedynie lokalem dla matek z dziećmi? Zresztą umówmy się, nazwa Family Cafe nie bardzo może kojarzyć z restauracją dla smakoszy, a tym bardziej z dobrym winem. No cóż, ale już po raz kolejny przekonałem się, że wyroki można wydawać jedynie po przeprowadzeniu wizji lokalnej. Tak też zresztą czynię i w obliczu zaistniałej sytuacji czynić będę.

Do odwiedzenia tego miejsca zaprosiła mnie Sandra Skibińska, którą poznałem w zeszłym roku po Finale Młodego Kreatora Sztuk Kulinarnej, której została laureatką. Okazją była kolacja degustacyjna win Les Jamelles zorganizowana wspólnie z firmami Konrad Pacek&Synowie oraz Wielkie Wina. Gościem specjalnym tego spotkania był przedstawiciel marki Les Jamelles Eric Remlinger wspaniały znawca win, jak na Francuza przystało, smakosz i gawędziarz.

family 01

Family Cafe co to za miejsce. Samo określa się jako Centrum Kreatywnego Rozwoju. I tak je do tej pory postrzegałem. Warsztaty dla dzieci, dla mam, plac zabaw, animacje dla maluszków, miejsce do wypicia kawy, zjedzenie dobrego ciasta dla matek z dziećmi. Wchodząc do budynku, poczułem się jak Guliwer w krainie Liliputów albo w domu dla… lalek. Przy drzwiach przywitała mnie Sandra w różowym fartuszku i z kotylionem. Różowe i niebieskie kolory zabawki i inne dziecięce gadżety wciąż utwierdzały mnie, że jestem w innej bajce. Kiedy jednak wszedłem do kuchni, gdzie serdecznie przywitałem się z Kasią Rajkiewicz, która w tym dniu wspierała pracujących na stałę w tym miejscu dwóch kucharzy Marcina Słomiaka i Michała Goździewskiego autorów menu degustacyjnego i tego, który obowiązuje w restauracji. Kuchnia robi wrażenie, bo jest jasna, przestronna, dobrze wyposażona i kojarzy się z kuchnią domową, mnie przypominającą trochę tę z Prowansji. Jest otwarta na niewielką salę restauracyjną, gdzie wystrój dostosowany jest do całego obiektu. Po pewnej chwili zacząłem się tu czuć bardzo przytulnie.

No tak, ale przyszedłem tu spędzić miło czas i smacznie zjeść. Atmosferę zapewnił klimat lokalu, przemiła rozmowa z Patrycją Kudaś współwłaścicielką lokalu, a także serwis. Sandra i jej koleżanka z taktem i dużą znajomością tematu podawały do stołu w białych rękawiczkach. A co do jedzenia… miłe zaskoczenie. Dania bez zadęcia, ale ciekawie skomponowane, dopracowane. Prosta przystawka ze szparag i szynki oraz sosu holenderskiego jest tak prosta, że można się na niej wysypać. Nic z tych rzeczy, właśnie ta prostota, stała się siłą tego dania. Michał Goździewski wraz z Sandrą startowali w Primerba Cup. Przygotowywał ich Ernest Jagodziński z Cuciny, konsultacji w lokalu udzielał Paweł Mieszała wspaniały i utytułowany cukiernik, trener i wychowawca medalistów na Mistrzostwach Świata oraz Krystian Szopka szef kuchni w poznańskim Shratonie. Widać, że odcisnęli oni swoje piętno, a pracujący tam kucharze chętnie zdobywają przekazywaną im wiedzę. O tym, że nie jest to tylko moje zdanie, świadczy wpis na moim Facebooku Pawła Mieszały: – To magiczne i pełne kreatywnych ludzi miejsce!!!! – Jak zwykle dobrze trafiłeś Juliusz.

Rzuciłem okiem też na krótką kartę. Smacznie, zdrowo, ze świeżych produktów pozyskiwanych od sprawdzonych dostawców, o czym zapewniała mnie też Pani Patrycja. Codziennie przygotowywane są też lunchy i dania dla dzieci. Umówiłem się już, że wpadnę na coś z karty. Są też i braki, na co zwrócił też uwagę Eric oraz Konrad Pacek z Wielkich Win – nieodpowiednie kieliszki do wina. Ale pani Patrycja stwierdziła, że już są zamówione nowe, nie spodziewały się bowiem wraz ze swoja siostrą, ze w tym miejscu będzie też restauracja, ale czas i goście sprawiły, że Poznań wzbogacił się o nowe ciekawe miejsce gastronomiczne. Polecam, by zajrzeć, spróbować dań z menu, ciasta, dobrej kawy i pralinek. Rozsiąść się w wygodnych fotelach zamknąć oczy i poczuć się jak w domu dla… lalek. Pani Patrycjo tak trzymać, a poznaniacy będą zaglądać tu specjalnie na dobre jedzenie, wino i by poczuć dobrą aurę.

family 02

Pora by zasiąść wreszcie do stołu. Zaczęliśmy od zielonych szparag, szynki parmeńskiej i sosu. Pisze sosu, bo w menu był zapowiedziany beszamel, ale na talerzu wylądował holenderski i myślę, że to było w tej kompozycji lepsze rozwiązanie. Główki zielonych szparag lekko blanszowane chrupiące otulała szynka parmeńska delikatnie przesmarowana czosnkiem. Kwasowość szparag lekko podbił sos holenderski, który wzbogacił delikatnie sok z cytryny. Całość balansowała słodka posypka z tartych ciasteczek Oreo (ciekawy dodatek również wizualny). Wino Les Jamelles Sparkling Brut stanowiło znakomitego partnera dla przystawki. Zresztą z uznaniem kiwał głową Eric, który z niejednego pieca francuskiego i nie tylko, jadł chleb.

family 03

Świeże małże na białym winie podane z Les Jamelles Sauvignon Blanc. Dla małży duże TAK. Wyraźne w smaku, idealnie słone, z lekką nutą czosnku, wina. Dla sposobu podania NIE. Nic na to nie poradzę, ale nie cierpię sałaty lodowej. Kojarzy mi się ona nieodparcie z fast fujami i podłymi hamburgerami lub kebabami. Zaznaczam, że dresing był OK. Gdyby tutaj zastosowany był np. zwykły mix sałat byłbym już zadowolony. Dla tak dobrego produktu potrzebna jest jednak lepsza oprawa.

family 04

Polędwica z dorsza z purée z papryki i złota pianka. Dla towarzystwa Les Jamelles Cinsault Rose. Zanim spróbowałem to danie, lekko obawiałem się, że purée z pieczonej papryki zabije smak delikatnej polędwicy z dorsza, ale okazało się, że nie miałem racji. Słodycz papryki i jej w gruncie rzeczy delikatny smak zagrał z soczystą polędwicą oraz różowym Les Jamelles. Ciekawostką, smaczną ciekawostką była pianka z miodu, białka z jajka i ciemnego piwa. Danie uzupełnił puder z szynki parmeńskiej oraz marchewki baby i chipsy z ziemniaka truflowego. Kasiu, dziękuję za chipsy w kształcie serduszek. Kiedy wszedłem do kuchni, Kasia pokazała mi je mówiąc, że są specjalnie dla mnie.

family 06

Pierś z kaczki, konfitowany ziemniak, chips z jarmużu i sos malinowy oraz boski Les Jamelles Pinot Noir. Kaczka midium, soczysta absolutnie harmonijnie zgrana z sosem malinowym. Zgrzytem smakowym dla mnie był konfitowany ziemniak. Mimo że był dobrze zrobiony, dla mnie pozostał tylko pospolitym ziemniakiem, który wdarł się na salony, gdzie królowała kaczka i sos malinowy lekko kwaśny. Czym bym go zastąpił? Nie wiem, zastanawiam się od momentu, kiedy zjadłem to danie i nie znajduję rozwiązania, które by mnie zadowoliło.family 07

Deser pistacjowy i gorzka czekolada w towarzystwie Les Jamelles Muscat Sec. Parfait pistacjowe z wyraźnie wyczuwalnymi grubo siekanymi pistacjami otulone w płatki gorzkiej czekolady dały w sumie deser mistrzów. Nauki Pawła nie poszły w las.

family 05

Było miło, kiedy wychodziłem z degustacji, na dworze mimo godziny około północnej było 19 stopni. Czyż zatem nie miałem prawa powiedzieć – trwaj chwilo, jesteś piękna.

GALERIA ZE ZDJĘCIAMI TUTAJ

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *